~*~
Jeżeli chodzi o umiejętności kucharskie, to Harold jest stosunkowo dobry, jeśli brać pod uwagę jego płeć. Jednak wolałam nie ryzykować i nie przydzielać mu zadań trudniejszych niż podawanie mi składników.
-Podaj mi mąkę.
-Mąkę?
-Tak, mąkę. -zaczynał działać mi na nerwy -No rusz swój wielki zad i wyjmij ją z górnej półki.
-Tej półki?
-Nie, tej na lewo. -ledwo udawało mi się utrzymywać spokojny ton głosu.
-Tej?
-Tak, tej. -wysyczałam przez zęby.
Harry sięgnął po składnik i nim się obejrzałam, wziął garść i sypnął mi w twarz.
-To za "wielki zad".
Kolorem musiałam przypominać dorodnego pomidora.
-Masz trzy sekundy.
Nasza szarlotka wyszła krzywo, ale po pokrojeniu jej na kawałki nie było to tak bardzo widoczne. Razem z przyjacielem leżeliśmy na łóżku w moim pokoju. Ja wzdłuż, z głową na jego brzuchu, a on wszerz, opierając nogi o krzesło. Obok mnie otworzony był podręcznik z historii. Przepytywałam Harry'ego z ostatnich lekcji, a on za każdym razem odpowiadał niepoprawnie.
-W którym roku Wielka Brytania zawarła sojusz z Japonią, Harry?
Popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem.
-Daj mi już spokój, Lilly. Wiesz, że nienawidzę historii.
-W następny czwartek mamy z tego test i nie pozwolę ci go zawalić. A tak w ogóle to napisałeś esej z hiszpańskiego?
-Lil, błagam.
-Dobra, ale pamiętaj, że termin kończy się w poniedziałek.
Nagle usłyszeliśmy grzmot.
-Burza! -krzyknęłam radośnie.
Od zawsze kocham burze. Może to trochę dziwne, bo za każdym razem, gdy słyszę grzmoty serce wyskakuje mi z piersi, ale uwielbiam patrzeć na pioruny. Są strasznie piękne. Natomiast Harry nienawidzi burz. Cholernie się ich boi. Zawsze się z niego nabijam, a on wtula się we mnie jak małe dziecko.
-I jak ja mam iść do domu?
-Nie, żartuj, twój dom jest dziesięć metrów od mojego.
Spojrzał na mnie spod byka.
-Dobra możesz zostać na noc. -uległam.
Uśmiechnął się do mnie ale zrzedła mu mina, kiedy znowu zagrzmiało. Wtulił się we mnie, a ja nie protestowałam.
Harry ma szczęście, że mam kuzynów, bo mógł pożyczyć od nich ciuchy do spania.
Pakowałam książki do mojej szkolnej torby, a on w tym czasie dzwonił do swojej mamy informując ją, że wróci rano.
-Ja idę się wykąpać, a ty niczego nie dotykaj. -ostrzegłam go i poszłam wziąć kąpiel. Wyszłam z łazienki ubrana w jedynie za dużą koszulkę, którą kiedyś ukradłam Harry'emu. Sięgała mi nieco przed połowę uda, więc nie było potrzeby, abym zakładała spodenki.
Zastałam przyjaciela grzebiącego w szufladzie z moją bielizną. Nie zauważył mnie, więc postanowiłam się poprzyglądać. Wyciągnął mój różowy stanik i zaczął mu się bacznie przypatrywać. Potem odłożył go, ale po chwili znów wziął go w ręce i założył na siebie. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Odwrócił się i jak poparzony zdjął biustonosz. Wyszczerzył się do mnie, ale zaraz zmarszczył brwi.
-Czy to moja koszulka?
-Niee...
Pokręcił tylko głową i zajął łazienkę.
Leżeliśmy: ja na łóżku, a Harry na podłodze. Czekaliśmy aż ciocia zrobi obchód i sprawdzi czy już śpimy. Zawsze tak robi.
Po tym jak wyszła, Harold wgramolił się na moje łóżko i przylgnął do mnie jak dziecko.
-Pamiętasz jak kiedyś byliśmy parą?
-Harry, mieliśmy dziesięć lat.
-No i co? A pamiętasz jak się całowaliśmy?
-Całą mnie obśliniłeś.
-Mi tam się podobało.
Leżeliśmy tak dłuższą chwilę. Zamknęłam oczy i już byłam na granicy snu i jawy, gdy poczułam wargi na swoim czole i usłyszałam cichy szept Harry'ego.
-Jeszcze będziesz moja, skarbie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz