poniedziałek, 15 lutego 2016

4. Stay for the night

Oczywiście się spóźniłam, ale chyba nikt tego nie czyta, więc co za różnica :3
~*~
Jeżeli chodzi o umiejętności kucharskie, to Harold jest stosunkowo dobry, jeśli brać pod uwagę jego płeć. Jednak wolałam nie ryzykować i nie przydzielać mu zadań trudniejszych niż podawanie mi składników.

-Podaj mi mąkę.
-Mąkę?
-Tak, mąkę. -zaczynał działać mi na nerwy -No rusz swój wielki zad i wyjmij ją z górnej półki.
-Tej półki?
-Nie, tej na lewo. -ledwo udawało mi się utrzymywać spokojny ton głosu.
-Tej?
-Tak, tej. -wysyczałam przez zęby.
Harry sięgnął po składnik i nim się obejrzałam, wziął garść i sypnął mi w twarz.
-To za "wielki zad".
Kolorem musiałam przypominać dorodnego pomidora.
-Masz trzy sekundy.


Nasza szarlotka wyszła krzywo, ale po pokrojeniu jej na kawałki nie było to tak bardzo widoczne. Razem z przyjacielem leżeliśmy na łóżku w moim pokoju. Ja wzdłuż, z głową na jego brzuchu, a on wszerz, opierając nogi o krzesło. Obok mnie otworzony był podręcznik z historii. Przepytywałam Harry'ego z ostatnich lekcji, a on za każdym razem odpowiadał niepoprawnie. 

-W którym roku Wielka Brytania zawarła sojusz z Japonią, Harry?
Popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem.
-Daj mi już spokój, Lilly. Wiesz, że nienawidzę historii.
-W następny czwartek mamy z tego test i nie pozwolę ci go zawalić. A tak w ogóle to napisałeś esej z hiszpańskiego?
-Lil, błagam.
-Dobra, ale pamiętaj, że termin kończy się w poniedziałek.
Nagle usłyszeliśmy grzmot.
-Burza! -krzyknęłam radośnie.
Od zawsze kocham burze. Może to trochę dziwne, bo za każdym razem, gdy słyszę grzmoty serce wyskakuje mi z piersi, ale uwielbiam patrzeć na pioruny. Są strasznie piękne. Natomiast Harry nienawidzi burz. Cholernie się ich boi. Zawsze się z niego nabijam, a on wtula się we mnie jak małe dziecko.
-I jak ja mam iść do domu?
-Nie, żartuj, twój dom jest dziesięć metrów od mojego.
Spojrzał na mnie spod byka.
-Dobra możesz zostać na noc. -uległam.
Uśmiechnął się do mnie ale zrzedła mu mina, kiedy znowu zagrzmiało. Wtulił się we mnie, a ja nie protestowałam.

Harry ma szczęście, że mam kuzynów, bo mógł pożyczyć od nich ciuchy do spania.
Pakowałam książki do mojej szkolnej torby, a on w tym czasie dzwonił do swojej mamy informując ją, że wróci rano.
-Ja idę się wykąpać, a ty niczego nie dotykaj. -ostrzegłam go i poszłam wziąć kąpiel. Wyszłam z łazienki ubrana w jedynie za dużą koszulkę, którą kiedyś ukradłam Harry'emu. Sięgała mi nieco przed połowę uda, więc nie było potrzeby, abym zakładała spodenki.
Zastałam przyjaciela grzebiącego w szufladzie z moją bielizną. Nie zauważył mnie, więc postanowiłam się poprzyglądać. Wyciągnął mój różowy stanik i zaczął mu się bacznie przypatrywać. Potem odłożył go, ale po chwili znów wziął go w ręce i założył na siebie. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Odwrócił się i jak poparzony zdjął biustonosz. Wyszczerzył się do mnie, ale zaraz zmarszczył brwi. 
-Czy to moja koszulka?
-Niee...
Pokręcił tylko głową i zajął łazienkę.

Leżeliśmy: ja na łóżku, a Harry na podłodze. Czekaliśmy aż ciocia zrobi obchód i sprawdzi czy już śpimy. Zawsze tak robi.
Po tym jak wyszła, Harold wgramolił się na moje łóżko i przylgnął do mnie jak dziecko.
-Pamiętasz jak kiedyś byliśmy parą?
-Harry, mieliśmy dziesięć lat.
-No i co? A pamiętasz jak się całowaliśmy?
-Całą mnie obśliniłeś.
-Mi tam się podobało.
Leżeliśmy tak dłuższą chwilę. Zamknęłam oczy i już byłam na granicy snu i jawy, gdy poczułam wargi na swoim czole i usłyszałam cichy szept Harry'ego.
-Jeszcze będziesz moja, skarbie.


czwartek, 11 lutego 2016

3. Everything for you

-Co ty odpierniczasz?!
-Malik to idiota. Pewnie chce cię tylko przelecieć.
-Myślisz, że jestem łatwa i wskoczę mu do łóżka?
-Nie, ale wolę żebyś się nie narażała.
Zapewne nasza konwersacja trwałaby dłużej, ale przerwał nam donośny dzwonek na lekcję. Weszliśmy do sali. Zamarłam

Tylko nie to.

Na każdej ławce leżała jedna deseczka z powbijanymi kołkami, na których za kończyny przytwierdzone było martwe ciało ogromnej ropuchy.

-Będziemy robić sekcję zwłok! Super!
Niestety mój entuzjazm nie był tak wielki jak Harry'ego. Nienawidziłam wszystkich płazów, odkąd skończyłam sześć lat.


Razem z Harrym siedzieliśmy nad małym strumykiem i grzebaliśmy patykami w rzecznym mule. Nagle mój przyjaciel wstał i oświadczył, że teraz będziemy bawić się w chowanego. Ja miałam liczyć. Gdy skończyłam, skierowałam się w stronę, gdzie trawa rosła gęściej i była wyższa. Usłyszałam za sobą szelest, więc odwróciłam się i zobaczyłam naprawdę ogromną i oślizgłą ropuchę, która zbliżała się w moją stronę. Z piskiem zaczęłam uciekać w przeciwnym kierunku. Byłam totalną niezdarą, więc potknęłam się o własne nogi i z chlupotem wylądowałam w strumyku, obdzierając kolana i dłonie o kamyki leżące na dnie. Harry zamiast od razu do mnie podbiec, zaczął się ze mnie perfidnie śmiać, jednak gdy zobaczył łzy w moich oczach, wyciągnął mnie z wody i prowadząc do domu ciągle pocieszał.


-Dzisiaj to ty odwalasz całą robotę, Harry.
-Dla ciebie wszystko, ślicznotko.
Mówiąc to puścił mi oczko i zaśmiał się tym swoim słodkim śmiechem. Zmarszczyłam brwi. Coś tu dzisiaj nie gra. Harry zachowuje się co najmniej dziwnie.

Zabraliśmy się do roboty. To znaczy Harold się zabrał, a ja starałam się patrzeć w przeciwnym kierunku. Wszystko szło świetnie, dopóki pani Cradford nie zwróciła mi uwagi mówiąc, że się obijam. Postanowiliśmy z Harrym, że ja będę mu czytać instrukcję, a on będzie wykonywać moje polecenia.

-Dobra, teraz przetnij wzdłuż jej brzuch- powiedziałam, wciąż patrząc w przeciwną stronę.
-W ten sposób?
-Harold!
-Co?
-Zadając pytanie "w ten sposób?", zmuszasz mnie abym spojrzała, a ja nie chcę patrzeć.
-Daj spokój, Lilly. To było dziesięć lat temu.
-To nie zmienia faktu, że ropuchy są obrzydliwe. A teraz tnij!
Harry przejechał skalpelem wzdłuż brzucha martwego stworzenia. Skrzywiłam się.
-Teraz wyciągnij jelito.
-Które to jelito?
Westchnęłam. Wiedziałam, że bez mojej pomocy się nie obejdzie. Jeżeli chodzi o anatomię, to mój przyjaciel jest całkowicie cienki.
-Daj mi to.
Na twarzy Harry'ego pojawił się zwycięski uśmieszek. Z obrzydzeniem wzięłam małe szczypce i wyciągnęłam jelito. Już miałam brać się za nerkę, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk zbawczego dzwonka.

Kolejne lekcje minęły stosunkowo szybko. Razem z Harrym, Mel i Niallem wyszliśmy z budynku szkoły. Przy pierwszym skrzyżowaniu nasze drogi się rozeszły. Ja i Harry poszliśmy w lewo, a Niall i Melanie w prawo. Po drodze razem z Harrym prowadziliśmy luźną rozmowę.
-Przyjdź dzisiaj. Jutro przyjeżdża babcia i trzeba upiec ciasto.- powiedziałam.
-A w czym ja jestem potrzebny?
-Pomożesz mi.
Przyjaciel tylko dziwnie na mnie spojrzał.
-Dobra, będę.

~*~
Wiem, trochę krótko, ale prawdopodobnie jutro też coś dodam, ale obiecać nie mogę. W każdym razie, proszę o komentarze, bo to by mi dało dużo powera. Całusy :*

wtorek, 2 lutego 2016

2. More fun, babe

  Był wietrzny, listopadowy wtorek, najgorszy z możliwych dni tygodnia, a na dworze było tak cholernie zimno, że miałam ochotę zaszyć się pod pościelą i nigdy spod niej nie wychodzić. Niestety musiałam zwlec się z łóżka w dość szybkim tępię, bo lekcje zaczynają się o dziewiątej, a ja jeszcze byłam zmuszona czekać na tego osła, który zawsze ma niesamowite problemy z rannym wstawaniem.
Tak, mówię o Harrym

Ubrałam się jak zawsze, w luźne, ale ciepłe ciuchy z lumpeksu. Nie widzę wielkiej różnicy między ubraniami od słynnych projektantów, a tymi używanymi. Wbrew pozorom, nie wszystkie są takie okropne, a w naszym miejscowym sklepie można nawet znaleźć kilka naprawdę ładnych.
W każdym razie, po porannej toalecie zeszłam zrobić śniadanie, bo nikt z tej rodziny nie miał w zwyczaju wstawać przed godziną dziesiątą, nawet Ben, który również chodzi do szkoły. Ma jednak to szczęście, że lekcje zaczyna później. 
  Zostawiłam talerz pełen ciepłych tostów na kuchennym stole i biorąc jednego z nich do ręki ruszyłam w stronę domu mojego super leniwego sąsiada.
  Anne o tej porze zawsze jest w pracy,  Robin zdecydowanie lubi długo spać, a Harry nigdy nie miał w zwyczaju ustawiać budzika, więc nie zgadniecie do kogo należy obowiązek budzenia go. Tak, oczywiście, że do mnie. Swego czasu robiła to Gemma, siostra mojego przyjaciela, ale niedawno wyprowadziła się i mieszka ze swoim narzeczonym w Liverpool'u. Zostałam tylko ja.
Wyjęłam klucz spod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Weszłam cicho po schodach i z hukiem otworzyłam drzwi od pokoju Harry'ego. Ani drgnął. Jak zwykle.
-Wstawaj parszywa małpo! Znowu się przez ciebie spóźnimy!-Krzyknęłam i z satysfakcją patrzyłam jak z piskiem spada z łóżka.
-Nie spałem przecież.-Mruknął zwlekając się z podłogi.
Stał przede mną w samych bokserkach. Jakoś niezbyt ruszał mnie ten widok, ale czasem fajnie sobie popatrzeć na taką klatę.
O czym ja myślę, do cholery?

-Zrób zdjęcie, będzie na dłużej.-Zachichotał udając się do łazienki.
-Bardzo zabawne.-Mruknęłam, próbując zakryć włosami zarumienione policzki.
Poranna toaleta zajęła mu mniej niż pięć minut, mimo to wyglądał świetnie. Ubrany był w szary
 t-shirt,  na który zarzucił koszulę w kratkę. Na głowę założył szarą beanie, a na stopy nieco podniszczone trampki.
-Znów się gapisz.
Miał rację, coraz częściej mi się to zdarzało. Nie wiem co się ze mną dzieje.
-Chyba ci się przewidziało, chłopcze.

Po dość obfitym śniadaniu, chłopak był wreszcie gotowy. Wyszliśmy z domu i udaliśmy się w stronę szkoły, po drodze prowadząc luźne konwersacje.

-Lil..
-Mhm?
-Niall urządza imprezę w ten piątek. Pójdziesz ze mną?
-To zabrzmiało jakbyś zapraszał mnie na randkę.
-Można tak to ująć.
-Harry jesteśmy przyjaciółmi..
-My to wiemy, ale inni nie muszą, co nie?
-Aa, już wiem!-zaśmiałam się-Wciąż boli cię to, że nie masz dziewczyny. Ale miej na uwadze to, że ja nie zamierzam udawać. Nie z tobą.
-Czyli ani trochę cię nie kręcę? Nie mów, że uważasz, że nie jestem ładny.
-Już o tym rozmawialiśmy. Nic do ciebie nie czuję Harry.
Po tych słowach chłopak zamilkł, a w jego oczach dostrzegłam cień.. zawodu?

Chyba mam zwidy.

  W szkole Harry był nieco cichszy niż zwykle. Mniej się odzywał i nie uśmiechał się tak często jak zawsze. Chyba coś jest nie tak. Będę musiała z nim pogadać.
Na przerwie po trzeciej lekcji pakowałam książki do szafki. Gdy ją zamknęłam i odwróciłam się żeby odejść, ktoś stanął mi na drodze. A właściwie nie ktoś, tylko Malik. Tak, TEN Malik. Największe ciacho w szkole, największy wróg Harry'ego i obiekt westchnień wszystkich dziewczyn, stał przede mną z chytrym uśmieszkiem.

-Cześć, Delilah.
O Boziu, jaki on ma piękny głos.

W porę zdołałam się jednak otrząsnąć z tego dziwnego stanu.

Zayn Malik = KŁOPOTY

-Cześć-Odparłam z udawaną obojętnością.
-Chciałem się tylko spytać, czy nie miałabyś ochoty pójść ze mną na party u Horan'a?

Nawet nie wiesz jak bardzo.

-Niestety, nie lubię imprez.
-Daj spokój. Trochę więcej zabawy, babe.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, gdy nagle u mojego boku zjawił się Harry.
-Czego od niej chcesz, Malik?
-Wrzuć na luz, stary. Tylko pytałem czy pójdzie ze mną na imprezę.
-Więc mam odpowiedź. Nie pójdzie.
Powiedział i pociągnął mnie osłupiałą za rękę w stronę sali od biologii.

poniedziałek, 1 lutego 2016

1. Memories

  Odkąd pamiętam wychowywałam się tu, w Holmes Chapel, w niewielkim, typowo angielskim domu siostry mojego ojca Muriel i jej męża George'a. Moja mama umarła niedługo po moich narodzinach na jakąś wyjątkowo ciężką chorobę, a mój tata tydzień po tym popełnił samobójstwo, bo nie mógł wytrzymać z tęsknoty. To całkiem romantyczne i wcale nie mam mu tego za złe, bo nie wyobrażam sobie co bym zrobiła gdyby nagle ktoś mi bliski umarł. W każdym razie zaraz po tym zdarzeniu ciocia jako pierwsza zgłosiła się, aby przygarnąć mnie pod swoje skrzydła, bo nie było tajemnicą, że bardzo kochała swojego brata i nie chciała, aby jego córka wychowywała się w sierocińcu.
  Oprócz ciotki i wujka, w naszym domu mieszka również dwoje moich kuzynów. Starszy z nich, James, jest starszy ode mnie o cztery lata i niedawno stukła mu dwudziestka. Drugi z nich, Benjamin, lub po prostu Ben, jest starszy ode mnie rok, ale wyjątkowo działa mi na nerwy. Mam jednak niesamowite szczęście, bo w domu jest na tyle pokoi, że każdy ma swój. Nie wiem co bym zrobiła gdybym musiała dzielić pokój z jednym z tych idiotów. W każdym razie wszystkich domowników bardzo kocham, ale jeżeli chodzi o wspólne spędzanie czasu, to od tego mam kogoś innego.
Harry Edward Styles mieszka razem ze swoją mamą i ojczymem zaraz obok nas, a okno jego pokoju jest centralnie na przeciwko mojego, więc byłoby dziwnie gdybyśmy się nie przyjaźnili. Więc się przyjaźnimy na tyle, na ile pozwala nam różnica naszych płci. Jesteśmy w tym samym wieku, chodzimy do tej samej szkoły i znamy się praktycznie od zawsze, więc jest on taką moją męską wersją BFF. Nie żebym nie miała innych przyjaciół, bo jest również Mel oraz Niall, ale on jest zdecydowanie tym, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Nie jest moim chłopakiem, jeżeli o to pytacie, chociaż był nim, gdy mieliśmy po dziesięć lat i nie powiem, że mi się nie podoba, bo jest ładny i kocham go, ale nie w taki sposób. To również z nim po raz pierwszy się całowałam.

Dwoje dzieci siedziało na zwalonym pniu i prowadziło przyciszoną konwersację.
-Robiłaś to już kiedyś?
-Nie, nigdy.
-A chciałabyś?
-Tak, myślę, że tak.
Po tych słowach chłopiec nachylił się i złożył mokrego całusa na ustach swojej "dziewczyny".
-Fuuuj, Harry!
-No co? Podobało ci się?
Dziewczynka niepewnie skinęła główką i zakryła zarumienioną twarz za swoimi bujnymi, kasztanowymi loczkami.
-Mi też.-powiedział chłopiec uśmiechając się szelmowsko.
 


Gdy byliśmy mali i razem spacerowaliśmy w pobliskim lesie, wymyśliliśmy zabawę w wilki. Polega ona na tym, że jedna osoba jest watahą, a druga małą łanią, która musi uciec przed wilkami. Coś w rodzaju berka, tylko trochę bardziej ambitne. Taa, byliśmy zdecydowanie bardzo ambitnymi dziećmi. Właściwie to ciągle gramy w tą grę, ale nikomu się nie przyznajemy, bo byłoby nieco dziwnie. W końcu mamy już szesnaście lat.
  Jeżeli chodzi o resztę naszych przyjaciół to mamy tylko Niall'a i Melanie, bo nie jesteśmy zbyt popularni w naszej szkole. A Harry to już w ogóle. Dla mnie i Horana jest super miły, dla Mel trochę mniej, a reszta szkoły to jego totalni wrogowie. Nie żeby nie był pewny siebie, bo jest, ale jest również strasznie wredny. Raz nawet został zawieszony w prawach ucznia, bo przez swoje wyzwiska, które kierował do pewnego Zayn'a Malik'a, sprowokował go do bójki. Taaa, muszę przyznać, że to było trochę zabawne. Przynajmniej na początku,bo potem były tylko same problemy. W każdym razie, Harry jest niesamowicie głupi, wredny, wstrętny, porywczy i ma swoje humorki, ale kocham go jak brata i myślę, że nie potrafiłabym się od niego tak po prostu odzwyczaić.

niedziela, 31 stycznia 2016

Prolog

  Lily!

 Donośny głos cioci Muriel nie zapowiadał nic dobrego i ewidentnie wskazywał, że należy jak najszybciej znaleźć się w domu i przyjąć naganę ze skruszoną miną. Jednakże któż dla takiej błahostki przerywałby zabawę w Wilki?

  Tego dnia Delilah zdążyła rozedrzeć swoją zwiewną, błękitną sukieneczkę już w dwóch miejscach, jednakże czy ośmioletnie dziecko, którego największym celem było uciec przed watahą, zwróciłoby na to uwagę? Poza tym nie jest to niczym dziwnym, zważywszy, że uszkodzenie ubrań w ciemnym lesie nie jest bardzo trudne.

-Mam cię! Teraz cię zagryzę!
Chłopiec z zielonymi oczami złapał dziewczynkę i udając wilka, próbował odgryźć jej ramię.
-Tylko nie to!
Lily starała się udawać przerażenie, ale po chwili razem z przyjacielem wybuchli głośnym śmiechem.
-To chyba najlepsza zabawa jaką udało nam się wymyślić!
Powiedział chłopiec krztusząc się ze śmiechu.

Delilah, do cholery!
Na twarzy dziewczynki pojawił się grymas.
-Chyba muszę już iść.
Delilah, rusz tu swój tyłek!
Lily wstała i ruszyła w stronę domu, ale po kilku krokach stanęła, jakby sobie o czymś przypomniała. Odwróciła się na pięcie, podeszła do chłopca i szybko, a zarazem nieco nieśmiało pocałowała go w policzek.

-Do zobaczenia, Harry.

I odbiegła w stronę domu swojej ciotki, aby z udawaną skruchą słuchać słów reprymendy. 

~*~
Może nie umiem pisać doskonale, ale kocham to robić, więc byłabym wdzięczna, gdyby ktokolwiek napisał komentarz. Tak na marginesie, akcja prologu rozgrywała się za czasów dzieciństwa głównej bohaterki, a w kolejnych postach będę pisać w pierwszej osobie. Dzięki za przeczytanie ;).



Bohaterowie


Delilah (Lilly) Marge Thompson



Harry Edward Styles



Melanie (Mel) Grace Wood




Niall James Horan



Zain (Zayn) Javadd Malik



~*~
Yaaay, pierwszy post! Więc..

1. Tak wiem, że Zayna nie ma już w zespole, ale nikt mi nie zabroni o nim pisać, prawda? 
2. Jak pewnie zauważyłyście, nie ma tu wszystkich członków One Direction, ale to było zamierzone, więc sorka :*
3. W tym opowiadaniu chłopcy nie są sławni i wszyscy chodzą do zwykłej szkoły.

Skoro już wszystko wyjaśniłyśmy to czas zacząć pisać. Bye!