Odkąd pamiętam wychowywałam się tu, w Holmes Chapel, w niewielkim, typowo angielskim domu siostry mojego ojca Muriel i jej męża George'a. Moja mama umarła niedługo po moich narodzinach na jakąś wyjątkowo ciężką chorobę, a mój tata tydzień po tym popełnił samobójstwo, bo nie mógł wytrzymać z tęsknoty. To całkiem romantyczne i wcale nie mam mu tego za złe, bo nie wyobrażam sobie co bym zrobiła gdyby nagle ktoś mi bliski umarł. W każdym razie zaraz po tym zdarzeniu ciocia jako pierwsza zgłosiła się, aby przygarnąć mnie pod swoje skrzydła, bo nie było tajemnicą, że bardzo kochała swojego brata i nie chciała, aby jego córka wychowywała się w sierocińcu.
Oprócz ciotki i wujka, w naszym domu mieszka również dwoje moich kuzynów. Starszy z nich, James, jest starszy ode mnie o cztery lata i niedawno stukła mu dwudziestka. Drugi z nich, Benjamin, lub po prostu Ben, jest starszy ode mnie rok, ale wyjątkowo działa mi na nerwy. Mam jednak niesamowite szczęście, bo w domu jest na tyle pokoi, że każdy ma swój. Nie wiem co bym zrobiła gdybym musiała dzielić pokój z jednym z tych idiotów. W każdym razie wszystkich domowników bardzo kocham, ale jeżeli chodzi o wspólne spędzanie czasu, to od tego mam kogoś innego.
Harry Edward Styles mieszka razem ze swoją mamą i ojczymem zaraz obok nas, a okno jego pokoju jest centralnie na przeciwko mojego, więc byłoby dziwnie gdybyśmy się nie przyjaźnili. Więc się przyjaźnimy na tyle, na ile pozwala nam różnica naszych płci. Jesteśmy w tym samym wieku, chodzimy do tej samej szkoły i znamy się praktycznie od zawsze, więc jest on taką moją męską wersją BFF. Nie żebym nie miała innych przyjaciół, bo jest również Mel oraz Niall, ale on jest zdecydowanie tym, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Nie jest moim chłopakiem, jeżeli o to pytacie, chociaż był nim, gdy mieliśmy po dziesięć lat i nie powiem, że mi się nie podoba, bo jest ładny i kocham go, ale nie w taki sposób. To również z nim po raz pierwszy się całowałam.
Dwoje dzieci siedziało na zwalonym pniu i prowadziło przyciszoną konwersację.
-Robiłaś to już kiedyś?
-Nie, nigdy.
-A chciałabyś?
-Tak, myślę, że tak.
Po tych słowach chłopiec nachylił się i złożył mokrego całusa na ustach swojej "dziewczyny".
-Fuuuj, Harry!
-No co? Podobało ci się?
Dziewczynka niepewnie skinęła główką i zakryła zarumienioną twarz za swoimi bujnymi, kasztanowymi loczkami.
-Mi też.-powiedział chłopiec uśmiechając się szelmowsko.
Gdy byliśmy mali i razem spacerowaliśmy w pobliskim lesie, wymyśliliśmy zabawę w wilki. Polega ona na tym, że jedna osoba jest watahą, a druga małą łanią, która musi uciec przed wilkami. Coś w rodzaju berka, tylko trochę bardziej ambitne. Taa, byliśmy zdecydowanie bardzo ambitnymi dziećmi. Właściwie to ciągle gramy w tą grę, ale nikomu się nie przyznajemy, bo byłoby nieco dziwnie. W końcu mamy już szesnaście lat.
Jeżeli chodzi o resztę naszych przyjaciół to mamy tylko Niall'a i Melanie, bo nie jesteśmy zbyt popularni w naszej szkole. A Harry to już w ogóle. Dla mnie i Horana jest super miły, dla Mel trochę mniej, a reszta szkoły to jego totalni wrogowie. Nie żeby nie był pewny siebie, bo jest, ale jest również strasznie wredny. Raz nawet został zawieszony w prawach ucznia, bo przez swoje wyzwiska, które kierował do pewnego Zayn'a Malik'a, sprowokował go do bójki. Taaa, muszę przyznać, że to było trochę zabawne. Przynajmniej na początku,bo potem były tylko same problemy. W każdym razie, Harry jest niesamowicie głupi, wredny, wstrętny, porywczy i ma swoje humorki, ale kocham go jak brata i myślę, że nie potrafiłabym się od niego tak po prostu odzwyczaić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz