-Malik to idiota. Pewnie chce cię tylko przelecieć.
-Myślisz, że jestem łatwa i wskoczę mu do łóżka?
-Nie, ale wolę żebyś się nie narażała.
Zapewne nasza konwersacja trwałaby dłużej, ale przerwał nam donośny dzwonek na lekcję. Weszliśmy do sali. Zamarłam
Tylko nie to.
Na każdej ławce leżała jedna deseczka z powbijanymi kołkami, na których za kończyny przytwierdzone było martwe ciało ogromnej ropuchy.
-Będziemy robić sekcję zwłok! Super!
Niestety mój entuzjazm nie był tak wielki jak Harry'ego. Nienawidziłam wszystkich płazów, odkąd skończyłam sześć lat.
Razem z Harrym siedzieliśmy nad małym strumykiem i grzebaliśmy patykami w rzecznym mule. Nagle mój przyjaciel wstał i oświadczył, że teraz będziemy bawić się w chowanego. Ja miałam liczyć. Gdy skończyłam, skierowałam się w stronę, gdzie trawa rosła gęściej i była wyższa. Usłyszałam za sobą szelest, więc odwróciłam się i zobaczyłam naprawdę ogromną i oślizgłą ropuchę, która zbliżała się w moją stronę. Z piskiem zaczęłam uciekać w przeciwnym kierunku. Byłam totalną niezdarą, więc potknęłam się o własne nogi i z chlupotem wylądowałam w strumyku, obdzierając kolana i dłonie o kamyki leżące na dnie. Harry zamiast od razu do mnie podbiec, zaczął się ze mnie perfidnie śmiać, jednak gdy zobaczył łzy w moich oczach, wyciągnął mnie z wody i prowadząc do domu ciągle pocieszał.
-Dzisiaj to ty odwalasz całą robotę, Harry.
-Dla ciebie wszystko, ślicznotko.
Mówiąc to puścił mi oczko i zaśmiał się tym swoim słodkim śmiechem. Zmarszczyłam brwi. Coś tu dzisiaj nie gra. Harry zachowuje się co najmniej dziwnie.
Zabraliśmy się do roboty. To znaczy Harold się zabrał, a ja starałam się patrzeć w przeciwnym kierunku. Wszystko szło świetnie, dopóki pani Cradford nie zwróciła mi uwagi mówiąc, że się obijam. Postanowiliśmy z Harrym, że ja będę mu czytać instrukcję, a on będzie wykonywać moje polecenia.
-Dobra, teraz przetnij wzdłuż jej brzuch- powiedziałam, wciąż patrząc w przeciwną stronę.
-W ten sposób?
-Harold!
-Co?
-Zadając pytanie "w ten sposób?", zmuszasz mnie abym spojrzała, a ja nie chcę patrzeć.
-Daj spokój, Lilly. To było dziesięć lat temu.
-To nie zmienia faktu, że ropuchy są obrzydliwe. A teraz tnij!
Harry przejechał skalpelem wzdłuż brzucha martwego stworzenia. Skrzywiłam się.
-Teraz wyciągnij jelito.
-Które to jelito?
Westchnęłam. Wiedziałam, że bez mojej pomocy się nie obejdzie. Jeżeli chodzi o anatomię, to mój przyjaciel jest całkowicie cienki.
-Daj mi to.
Na twarzy Harry'ego pojawił się zwycięski uśmieszek. Z obrzydzeniem wzięłam małe szczypce i wyciągnęłam jelito. Już miałam brać się za nerkę, gdy do moich uszu dobiegł dźwięk zbawczego dzwonka.
Kolejne lekcje minęły stosunkowo szybko. Razem z Harrym, Mel i Niallem wyszliśmy z budynku szkoły. Przy pierwszym skrzyżowaniu nasze drogi się rozeszły. Ja i Harry poszliśmy w lewo, a Niall i Melanie w prawo. Po drodze razem z Harrym prowadziliśmy luźną rozmowę.
-Przyjdź dzisiaj. Jutro przyjeżdża babcia i trzeba upiec ciasto.- powiedziałam.
-A w czym ja jestem potrzebny?
-Pomożesz mi.
Przyjaciel tylko dziwnie na mnie spojrzał.
-Dobra, będę.
~*~
Wiem, trochę krótko, ale prawdopodobnie jutro też coś dodam, ale obiecać nie mogę. W każdym razie, proszę o komentarze, bo to by mi dało dużo powera. Całusy :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz