wtorek, 2 lutego 2016

2. More fun, babe

  Był wietrzny, listopadowy wtorek, najgorszy z możliwych dni tygodnia, a na dworze było tak cholernie zimno, że miałam ochotę zaszyć się pod pościelą i nigdy spod niej nie wychodzić. Niestety musiałam zwlec się z łóżka w dość szybkim tępię, bo lekcje zaczynają się o dziewiątej, a ja jeszcze byłam zmuszona czekać na tego osła, który zawsze ma niesamowite problemy z rannym wstawaniem.
Tak, mówię o Harrym

Ubrałam się jak zawsze, w luźne, ale ciepłe ciuchy z lumpeksu. Nie widzę wielkiej różnicy między ubraniami od słynnych projektantów, a tymi używanymi. Wbrew pozorom, nie wszystkie są takie okropne, a w naszym miejscowym sklepie można nawet znaleźć kilka naprawdę ładnych.
W każdym razie, po porannej toalecie zeszłam zrobić śniadanie, bo nikt z tej rodziny nie miał w zwyczaju wstawać przed godziną dziesiątą, nawet Ben, który również chodzi do szkoły. Ma jednak to szczęście, że lekcje zaczyna później. 
  Zostawiłam talerz pełen ciepłych tostów na kuchennym stole i biorąc jednego z nich do ręki ruszyłam w stronę domu mojego super leniwego sąsiada.
  Anne o tej porze zawsze jest w pracy,  Robin zdecydowanie lubi długo spać, a Harry nigdy nie miał w zwyczaju ustawiać budzika, więc nie zgadniecie do kogo należy obowiązek budzenia go. Tak, oczywiście, że do mnie. Swego czasu robiła to Gemma, siostra mojego przyjaciela, ale niedawno wyprowadziła się i mieszka ze swoim narzeczonym w Liverpool'u. Zostałam tylko ja.
Wyjęłam klucz spod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Weszłam cicho po schodach i z hukiem otworzyłam drzwi od pokoju Harry'ego. Ani drgnął. Jak zwykle.
-Wstawaj parszywa małpo! Znowu się przez ciebie spóźnimy!-Krzyknęłam i z satysfakcją patrzyłam jak z piskiem spada z łóżka.
-Nie spałem przecież.-Mruknął zwlekając się z podłogi.
Stał przede mną w samych bokserkach. Jakoś niezbyt ruszał mnie ten widok, ale czasem fajnie sobie popatrzeć na taką klatę.
O czym ja myślę, do cholery?

-Zrób zdjęcie, będzie na dłużej.-Zachichotał udając się do łazienki.
-Bardzo zabawne.-Mruknęłam, próbując zakryć włosami zarumienione policzki.
Poranna toaleta zajęła mu mniej niż pięć minut, mimo to wyglądał świetnie. Ubrany był w szary
 t-shirt,  na który zarzucił koszulę w kratkę. Na głowę założył szarą beanie, a na stopy nieco podniszczone trampki.
-Znów się gapisz.
Miał rację, coraz częściej mi się to zdarzało. Nie wiem co się ze mną dzieje.
-Chyba ci się przewidziało, chłopcze.

Po dość obfitym śniadaniu, chłopak był wreszcie gotowy. Wyszliśmy z domu i udaliśmy się w stronę szkoły, po drodze prowadząc luźne konwersacje.

-Lil..
-Mhm?
-Niall urządza imprezę w ten piątek. Pójdziesz ze mną?
-To zabrzmiało jakbyś zapraszał mnie na randkę.
-Można tak to ująć.
-Harry jesteśmy przyjaciółmi..
-My to wiemy, ale inni nie muszą, co nie?
-Aa, już wiem!-zaśmiałam się-Wciąż boli cię to, że nie masz dziewczyny. Ale miej na uwadze to, że ja nie zamierzam udawać. Nie z tobą.
-Czyli ani trochę cię nie kręcę? Nie mów, że uważasz, że nie jestem ładny.
-Już o tym rozmawialiśmy. Nic do ciebie nie czuję Harry.
Po tych słowach chłopak zamilkł, a w jego oczach dostrzegłam cień.. zawodu?

Chyba mam zwidy.

  W szkole Harry był nieco cichszy niż zwykle. Mniej się odzywał i nie uśmiechał się tak często jak zawsze. Chyba coś jest nie tak. Będę musiała z nim pogadać.
Na przerwie po trzeciej lekcji pakowałam książki do szafki. Gdy ją zamknęłam i odwróciłam się żeby odejść, ktoś stanął mi na drodze. A właściwie nie ktoś, tylko Malik. Tak, TEN Malik. Największe ciacho w szkole, największy wróg Harry'ego i obiekt westchnień wszystkich dziewczyn, stał przede mną z chytrym uśmieszkiem.

-Cześć, Delilah.
O Boziu, jaki on ma piękny głos.

W porę zdołałam się jednak otrząsnąć z tego dziwnego stanu.

Zayn Malik = KŁOPOTY

-Cześć-Odparłam z udawaną obojętnością.
-Chciałem się tylko spytać, czy nie miałabyś ochoty pójść ze mną na party u Horan'a?

Nawet nie wiesz jak bardzo.

-Niestety, nie lubię imprez.
-Daj spokój. Trochę więcej zabawy, babe.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, gdy nagle u mojego boku zjawił się Harry.
-Czego od niej chcesz, Malik?
-Wrzuć na luz, stary. Tylko pytałem czy pójdzie ze mną na imprezę.
-Więc mam odpowiedź. Nie pójdzie.
Powiedział i pociągnął mnie osłupiałą za rękę w stronę sali od biologii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz